Loading...

Proza


Książki, które polecamy...



Jakub Hibner

Dziewczyna i wampir

recenzja

         Ostatnio sięgnąłem po książkę pt. „Nelly Rapp i Upiorna Akademia”. Zaparzyłem sobie herbaty, jak to zwykle czynię, kiedy zapowiada się dłuższa nasiadówka w fotelu. Zacząłem czytać tę lekturę, jednak szybko stwierdziłem, że nie jest w moim guście. Dosyć szybko wypiłem herbatę (była bardzo dobra, bo z miętą!) i równie szybko zakończyłem czytanie.

Werdykt: Nie sięgnąłbym po kolejną część, chociaż jestem fanem  książek fantastycznych.

Książka opowiada o Nelly Rapp, która dostaje tajemniczą wiadomość od wujka Hanibala.  Ten zaprasza ją do siebie. Tu zaczynają się dziać dziwne rzeczy, a czytelnik razem z bohaterką bawi się w detektywa.

Nelly szpera w rzeczach wujka i odnajduje list  z dziwną cyfrą 9 na kopercie. Nagle pojawia się lokaj, który przyłapuje dziewczynkę na gorącym uczynku. Mogłoby się wydawać, że już po niej…

…Lokaj jednak zaprasza ją na strych i tam Nelly dowiaduje się 
o Upiornej Akademii. W tym miejscu powinniśmy się zacząć bać, jednak dalej treść jest lekka i nie przypomina horroru.

         W akademii Nelly poznaje pierwszą uczennicę – staruszkę LENĘ - SLEWĘ, która powierza jej pierwsze zadanie. To niebezpieczna misja złapania wampira. Bohaterka jest przerażona, czytelnik jej współczuje, ale postanawia wykonać zadanie. Nelly dowiaduje się, że jeden z gości wujka  ma cechy wampira, które próbuje ukryć. Dziewczynka powiadamia Hanibala, on wzywa agentów i wampir zostaje złapany.

         Myślę, że książce brakuje  upiornych opisów i klimatu strachu, którego można się spodziewać po tytule.

Lekturę mogę polecić młodszym dzieciom. A ja sobie poczytam co innego.


Emilia Nowak

Tydzień z Małym Księciem

Niedziela, w kapeluszu i skrzyni

Drogi dzienniku,

dzisiaj zaczęłam czytać książkę pt. „Mały Książę”, którą napisał Antoine de Saint – Exupéry. Już od pierwszej strony wiedziałam, że to będzie ciekawa książka i… nie myliłam się. Od razu przeczytałam cztery rozdziały!

Na początku lektury, tak jak dorośli których pytał Mały Książę myślałam, że na jego rysunku jest kapelusz! Niestety myliłam się. Okazało się jednak, że jest tam wąż boa pożerający słonia. Ale się dałam nabrać!

Później Mały Książę poprosił spotkanego pilota, aby narysował mu baranka. Ten moment bardzo mi się spodobał! Lecz pilot nie narysował baranka, ale tajemniczą skrzynię. Powiedział, że w środku znajduje się jego baranek. Mały Książę zaciekawiony zaczął zadawać mu pytania – Czy ten baranek będzie potrzebował dużo trawy? Bo na mojej planecie wszystkiego jest mało.

Ta książka znacznie różni się od innych, które dotychczas przeczytałam. Jutro zabieram się za czytanie kolejnych rozdziałów!

 

Poniedziałek, przed i po zachodzie

         Mój dzienniczku,

Wiem, że nie możesz się doczekać dalszych opowieści. Przeczytałam już kolejne dziesięć rozdziałów książki!

Dzisiaj dowiedziałam się dużo o róży Małego Księcia. Bardzo ją kochał, była dla niego nie tylko zwykłą, ale magiczną rośliną, bo była jedyna w swoim rodzaju. Była jego różą. I była dla niego bardzo ważna.

Ta książka jest cudowna! Jest tu tyle wspaniałych złotych myśli do cytowania! Moim ulubionym jest: - Wiesz, pewnego razu widziałem zachód słońca czterdzieści trzy razy! – powiedział Mały Książę, a chwilę po tym dodał – Bo wiesz, gdy jest bardzo smutno to kocha się zachody.  

Słońce już zaszło dzienniczku mój drogi. Dobranoc.

 

Wtorek, miedzy pierwszą a siódmą planetą

Hej,

nie uwierzysz, książka robi się coraz bardziej ciekawa i wzruszająca. Teraz nasz bohater podróżuje po innych planetach i asteroidach. W pewnym momencie znajdował się w rejonie asteroid 325, 326, 327, 328, 329 i 330. Pierwsza z nich była zamieszkiwana przez króla, który chciał, aby Mały Książę oddał mu cześć. Kolejną zamieszkiwał Pyszałek. Nie podobały mi się jego cechy charakteru oraz zachowanie.  Chciał, aby każdy go oklaskiwał, żeby mówił mu, że jest wspaniały itp. Mały Książę wzruszył ramionami i odleciał. Na kolejnych planetach spotkał jeszcze pijaka, biznesmana, latarnika, geografa. Siódmą planetą była Ziemia…

 

Środa, wśród róż

Ah, mój dzienniku!

Mały Książę wylądował na Ziemi! Na naszej planecie! Kto wie…może żyje gdzieś teraz w jakimś kraju? Nie, to raczej nie realne! Ale z drugiej strony, chciałabym go kiedyś spotkać.

Kiedy przebywał na Ziemi, spotkał węża, lisa i inne róże.  Lis był bardzo mądry. I tu pojawia się piękny cytat, który ja na pewno zapamiętam na długo. A brzmi on tak: Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Piękny nieprawdaż? A gdy spotkał inne róże troszkę się zmartwił, bo jego osobista róża powiedziała mu, że ona jest jedyna w swoim rodzaju. A przecież teraz zobaczył dużo takich róż… Zrozumiał,, że ta pierwsza była najważniejsza, bo była , JEGO! 

 

Czwartek, niedaleko studni

Dzienniczku,

dziś również opowiem Ci o tej wspaniałej książce! Po powrocie Małego Księcia z jego podróży, pilotowi kończyły się już zapasy wody. Więc wyruszyli w drogę w poszukiwaniu studni. Nie była to wcale łatwa i krótka droga. Podczas tej wyprawy wąż chciał ukąsić Małego Księcia, lecz pilot go uratował w ostatnim momencie. Był nieźle wystraszony. 

Później gdy już znaleźli studnię i wracali, Mały Książę zaczął opowiadać o czymś pilotowi. Na początku pilot nie wiedział, o co mu chodzi, ale on po chwili dodał: Tej nocy…wiesz…nie przychodź. Będzie to wyglądało, że mnie boli, będę wyglądał jakbym umierał. To już tak jest. Nie chcę abyś to widział. Pilota bardzo poruszyły te słowa. Zresztą… mnie też.

 

Piątek, gdzieś wśród gwiazd…

Kochany dzienniku,

 opowiem Ci teraz o trochę smutnym wydarzeniu… a mianowicie Mały Książę odszedł… Pilot już nigdy go nie zobaczy. Przybliżę tu teraz najbardziej wymowny fragment książki: Ludzie mają gwiazdy, które nie są takie same. Dla podróżników są przewodnikami, dla innych tylko maleńkimi światełkami. Dla uczonych, są problemami, które trzeba rozwiązać. Dla mojego biznesmana – były złotem. Lecz wszystkie te gwiazdy milczą. A ty będziesz miał takie gwiazdy, jakich nie ma nikt. Bo ja będę mieszkał na jednej z gwiazd i będę śmiał się na jednej z nich! Dlatego, gdy nocą spojrzysz w niebo, wszystkie będą się do ciebie śmiały! To będą gwiazdy które umieją się śmiać! – zaśmiał się znowu. – A kiedy już się pocieszysz (a człowiek zawsze się pociesza), będziesz zadowolony z tego, że mnie znałeś. Będziesz zawsze moim przyjacielem! Będziesz miał ochotę śmiać się ze mną, a czasami otworzysz okno, ot tak sobie, dla przyjemności. Twoich przyjaciół zdziwi to, że śmiejesz się patrząc na gwiazdy! Wtedy im powiesz: Gwiazdy zawsze doprowadzają mnie do śmiechu!

Zabrakło mi słów, wybacz…

 

Sobota, w echu śmiechu

Drogi mój,

skończyłam już czytać książkę. A tak dokładniej tę… niezwykłą książkę. Ostatnie rozdziały bardzo mnie poruszyły. Po przeczytaniu jej, gdy zamykam oczy i wyobrażam sobie Małego Księcia od razu słyszę jego śmiech. Teraz tak sobie siedzę i myślę. Hmm… dorośli są naprawdę dziwni!

 

Marta Wawoczny

Spotkanie w blaszanym ptaku

 

Działo się to prawie pięćdziesiąt lat temu, ale ja pamiętam to jak dziś. Leciałam wówczas do Wielkiej Brytanii na długo oczekiwane spotkanie autorskie. Już na lotnisku miałam przeczucie, że stanie się coś niezwykłego. Swędział mnie nos, a to zawsze była dla mie zapowiedź tajemniczych zdarzeń.

Fotel w samolocie był dosyć niewygodny. Postanowiłam komuś zwierzyć się z mojej niedoli i niewygód, na jakie było narażone moje siedzenie. Odwróciłam się do pasażera siedzącego obok mnie, który jako ostatni wszedł na pokład samolotu. Moja średnia angielszczyzna zawstydziła mnie, gdyż sąsiad nienagannym wręcz angielskim odpowiedział, że niewygoda dopadła również jego. Ten akcent, ten głos… To mógł być tylko Pan Tolkien! To właśnie na spotkanie autorskie z tym Pisarzem przez duże “P” właśnie leciałam.

 Zapytałam go, jak się czuje, a on odpowiedział, że świetnie. Tak bardzo chciałam się spytać o mojego ulubionego “Hobbita…”. Wreszcie się odważyłam i zagaiłam:

- Napisał Pan świetną książkę. Była taka interesująca…yyyyy…

- Dziękuję bardzo. Co Ci się najbardziej podobało? - zapytał z ciekawością Pan Tolkien.

Z wypiekami na twarzy opowiedziałam o paru bardzo interesujących momentach - o tym jak krasnoludy przychodziły po kolei do Bilba Bagginsa na wieczerzę, o Gollumie i grze w zagadki. Mówiłam też o tym, jak bawiło mnie to, gdy Gollum tak często powtarzał do siebie ssskarbie. Wątek, gdy już dotarli do Samotnej Góry też był ciekawy.

Poprosiłam Ronalda (bo przeszliśmy na “ty”) o to, aby opowiedział mi kilka ciekawostek o książce i oczywiście zrobił to z miłą chęcią, gdyż lot był długi. Mieliśmy okazję, by zapomnieć o bólach kręgosłupa na tych tanich imitacjach foteli.

Zapytał mnie zaczepnie, czy pamiętam wszystkie imiona krasnoludów. A ja jednym, tchem odpowiedziałam:

- Oj, Oin, Gloin, Kili, Fili, Dwalin, Balin, Dori, Nori, Ori, Bifur, Bombur, Bofur i oczywiście Thorin.

- Bardzo dobrze - rzekł Ronald z nieskrywana dumą.

- Pamiętasz jak się nazywało miejsce, w którym mieszkał Bilbo i inne Hobbity? - zapytał z uśmiechem Tolkien.

- Pagórek - odpowiedziałam.

- Widzę, że książka naprawdę cię zaciekawiła – oznajmił.

Rozmawialiśmy tak długo, że nawet się nie zorientowałam, a już byliśmy w Wielkiej Brytanii. Pan Tolkien powiedział mi, że kiedy będę miała czas, to zaprasza do siebie na herbatkę. Byłam taka szczęśliwa.

Wylądowaliśmy bezpiecznie i razem udaliśmy się na autorskie spotkanie, które było równie fascynujące jak rozmowa “w chmurach”.

Jednakże to właśnie w blaszanym ptaku poznałam najwięcej sekretów rodem z hobbicich norek.

 


Jakub Myśliwy

8 listopada 2017 r.

 

 

Drogi Pamiętniczku!

 

Wiem, że Ty zawsze mnie wysłuchasz, bo wiem, że nawet lubisz moje refleksje na temat przeczytanych książek i obejrzanych filmów. Tym razem opowiem Ci o przeczytanej niedawno ostatniej części bardzo interesującej książki pełnej przygód i niesamowitych zdarzeń...

Już nie możesz się doczekać… Wiem… Będzie to historia o książce „Opowieści z Narnii”. Jej autorem jest C.S.Lewis. Powstało wiele części, ale mnie najbardziej podoba się „Książę Kaspian”.

         Książka opisuje przygody czworga dzieci i lwa Aslana. Bohaterowie w magiczny sposób ze zwykłego świata przeniosły się do Narnii, gdzie przeżyli wiele przygód i niebezpieczeństw. Później stanęli do bitwy… i stali się władcami tej krainy.

Dzisiaj nie tylko przeczytałem tę książkę, ale też zwiedziłem Narnię.

Pewnie myślisz sobie- Jak to się stało? Już ci opowiadam...

Obudziłem się rano i podszedłem do szafy po ubranie. Szafa była duża, dlatego musiałem wejść do środka, aby wyciągnąć koszulę wiszącą najdalej. Nagle poczułem, że chodzę po czymś miękkim. Okazało się, że to był śnieg oraz choinkowe gałązki przykryte białym puszkiem. Wszedłem dalej i poszedłem pozwiedzać tę krainę, która była łudząco podobna do tej z książki. Trochę zmarzłem, gdyż nie wziąłem ze sobą płaszcza.

Zafascynowany tym miejscem wróciłem do swojego pokoju, gdyż nadszedł czas pójścia do szkoły. Jutro na pewno tam wrócę i może spotkam moich książkowych przyjaciół, co Ty na to?

Wiem, że Ty mi uwierzysz i nie będziesz się ze mnie śmiał. Bo moja mama, kiedy jej o tym opowiedziałem, dotknęła mego czoła w obawie, że mam gorączkę.

Pozdrawiam Cię, muszę kończyć. Bo szafa wzywa…

 


Małgorzata Matelska

Podróż pełna wrażeń, strachu i niepewności

 

W pewnej norze ziemnej mieszkał sobie pewien Hobbit…

 …Pisał on właśnie książkę o swojej największej w życiu przygodzie. Ta sama książka stała się ciekawą historią dla przyszłych pokoleń... Tę samą książkę przeczytałam siedząc i wpatrując się w napisane w niej litery, przekształcające się w słowa. Nie była to jednak zniszczona, nudna i byle jaka książka, wręcz przeciwnie...

 

          Główny bohater powieści, czyli Bilbo Baggins mieszka spokojnie          i bez problemów w małym miasteczku, Shire. Po jakimś czasie wyrusza na podróż pełną wrażeń, strachu i niepewności. Jego celem, jak i całej kompanii Thorina Dębowej Tarczy, jest odzyskanie Ereboru, czyli dawnego królestwa zamieszkiwanego przez krasnoludy.

         Wędrowcy wyruszyli z Shire i powędrowali niespodziewanie do królestwa elfów. Król Elrond wytłumaczył im zagadkę, by mogli wejść do Ereboru. Kompania udała się do Gór Mglistych bez Gandalfa. Tam rozpętała się burza, więc postanowiła się ukryć w górach.

Jednakże, gdy wszyscy spali we „Frontowym przedsionku”, gobliny porwali wszystkich oprócz Bilba i zaprowadzili w głąb swej góry. Tymczasem Bilbo walczył z goblinem i wraz z nim spadł w przepaść na grzyby. Gollum, który tam zamieszkiwał, porwał goblina, a gdy odchodził, z kieszeni wyleciał mu pierścień wykuty przez samego Saurona w ogniu Góry Przeznaczenia. Bilbo zauważył go, więc wziął pierścień ze sobą. A kiedy hobbit szukał wyjścia, Sméagol zauważył pana Bagginsa i chciał się z nim pobawić w zagadki. Bilbo wygrał turniej, więc Gollum miał pokazać mu wyjście, chociaż tego nie chciał. Jednak Bilbo uparł się i namawiał Sméagola, by go wyprowadził. Gollum, niestety, go nie słuchał i nakrzyczał na hobbita. Ten zaś się go wystraszył, założył pierścień i … zniknął.

Niebawem znalazł wyjście i dołączył do czekającej na niego kompanii razem z Gandalfem. Po czasie rozmyśleń wywęszyli ich wilki         i orkowie z Dol Guldur. Drużyna Thorina  wspięła się na sosny, a wilki  niszczyły pień drzew. Gandalf podpalił szyszki i rzucał na ziemię.

Wtedy z płomieni wyłonił się Azog Plugawy, największy wróg Thorina. Thorin stanął z nim do walki, lecz przegrał, gdy właśnie nadlatywały orły. Zabrały całą kompanię i odleciały na skałę, z której było widać Samotną Górę. Chwilę później usłyszeli ryk.

Był to ryk bestii. Gandalf zaproponował, by uciec do domu tej bestii. Wszyscy się zgodzili, biegli aż po kres swoich sił. Wbiegli do domu
i zatrzasnęli drzwi. Siedzieli tam cały dzień i noc.

Następnego dnia pożyczyli konie i odjechali do Mrocznej Puszczy. Gandalf musiał jechać na wyżyny do grobowców, więc kompani sami musieli sobie poradzić. Szli ścieżką, aż Bofur zauważył, że zniknęła. Długo się kłócili, a w tym czasie Bilbo wspiął się na drzewo i porozglądał się,
w którą stronę iść. Po chwili wszedł na pień i poślizgnął się na sieci pajęczej.

Obudził się w kokonie i nad nim pojawił się pająk, którego zabił swoim mieczem. Później uwolnił swoich przyjaciół i razem poszli dalej.

Gdy byli na rozstaju dróg, złapały ich elfy i zaprowadziły do swego królestwa. Thranduil, władca Mrocznej Puszczy, próbował się dogadać z Thorinem. Nie udało się, więc uwięzili też jego. Bilbo był niewidzialny, więc ukradł klucze i uwolnił krasnoludy. Weszli do beczek i popłynęli wzdłuż nurtu. Przy okazji gonili ich orkowie, więc kompania jak najszybciej starała się płynąć. Gdy nurt ustał, krasnoludy zrobiły przerwę i rozmyślały o tym, jak dostaną się do góry.

Łucznik, którego zobaczyli, miał przewieźć towar do miasta nad jeziorem, więc zabrał w beczkach wszystkie krasnoludy razem z Bilbem. Bardowi zapłacili podwójnie za miecze i ciepłe koce. Dotarli do miasta           i usadowili się u Barda w domu. Na wieczór dostali broń nienadającą się do użytku, więc poszli do strzeżonego pomieszczenia z bronią.

Król miasta nad jeziorem wysłuchał ich prośby i pomógł im dostać się do Ereboru z bronią   i zbroją. Dotarli już na gore, by wejść do Ereboru. Zaszło słońce, pojawił się księżyc i wskazał im dziurkę od klucza. Otworzyli zaczarowane drzwi i weszli do królestwa. Kazali włamywaczowi znaleźć Arcyklejnot i nie obudzić smoka.

Bilbo wszedł do dużej sali pełnej złota. Szukał dużego białego klejnotu, ale jeszcze go nie znalazł. Gdy odszedł trochę dalej, zobaczył ogromne oko wyłaniające spod góry złota. Bilbo wystraszył się i zrobił poważną, ale wyrażającą strach minę.

Po chwili smok obudził się, odruchowo wstał i spojrzał groźnie na hobbita. Po długich rozmowach, Smaug zionął ogniem w stronę Bilba, a ten włożył pierścień i chwycił Arcyklejnot. Potem zaczął uciekać do krasnoludów. Po chwili te zwabiły go do kuźni i próbowały zatopić go w płynnym złocie. Jednak smok uwolnił się i poleciał do miasta nad jeziorem, niszcząc główne wejście Ereboru. Smaug spalił Esgaroth, a łucznik Bard trafił go w serce czarną strzałą i zabił smoka. Ocaleni mieszkańcy spalonego miasta udali się do Dale.

Drugiego dnia rozpoczęła się wojna o Erebor. W bitwie brało udział pięć ras Śródziemia: krasnoludy, elfy, ludzie, orkowie i gobliny. Azog Plugawy został zabity przez Thorina, a on sam też zginął. Dobro wygrało bitwę, a Thorin Dębowa Tarcza stał się legendą. Po długich i ciężkich dniach, uradowany przygodą Bilbo wrócił do swojej ciepłej i przytulnej norki.

         Gdy czytałam tą książkę czułam niepokój, co wydarzy się dalej, czułam także smutek w niektórych momentach, radość gdy bohaterowie wygrywali bitwy. Książka była bardzo ciekawa i zachęcam do jej przeczytania.


Maja Chodkowska

Recenzja książki “Wyspa Potępionych” Melissy de La Cruz

 

          Moja ulubiona książka to "Wyspa Potępionych" i dzisiaj opowiem Wam trochę o niej. Na początku wspomnę o pierwszej części, która została napisana przez  Melissę de La Cruz. Mój egzemplarz ma 316 stron, wydany został przez wydawnictwo EGMONT w Warszawie w 2015r.

Na podstawie książki powstał film "Następcy". Główne postacie to: Mal, Evie, Jay i Carlos. Akcja rozgrywa się w królestwie Aurodon. Wszyscy żyją tam w zgodzie do czasu, gdy Król i Królowa (Piękna i Bestia) decydują się wypędzić wszystkich złoczyńców na Wyspę Potępionych. Z tej wyspy nikt nie może się wydostać. To mroczne, ponure miejsce, które pozbawia ich sił i wszelkich mocy. Całość jest otoczona magicznym polem siłowym, dlatego każdy tam słabnie i jest pozbawiony ucieczki. Porzuceni i zapomnieni przez cały świat, rozpoczynają życie codzienne na wyspie.

Największe łotrzyki: Diabolina, Jaraf, Zła Królowa oraz Cruella de Mon pragną wydostać się z tego miejsca. Okazuje się, że zakazana twierdza, gdzie kryje się Smocze Oko -klucz do prawdziwego mroku, to jedyna szansa ucieczki. Nikt przed nimi nigdy nawet nie próbował wyruszyć na przygodę po Smocze Oko.

Jednak, jak to w porządnych powieściach bywa, znalazło się czworo nastolatków, którzy odważyli się wyruszyć po szansę życiową dla mieszkańców wyspy. Pewnie domyślacie się kto to? Oczywiście to: Mal (córka Diaboliny), Jay (syn Jafara), Evie (córka Złej Królowej) oraz Carlos (syn Cruelli de Mon). Były to dzieci największych złych charakterów. Ale, jak podkreśla sama autorka, łotrowskie pochodzenie o niczym nie przesądza. A bycie dobrym nie jest takie złe.

Jak zakończy się książka? Przecież było oczywiste, że nie zdradzę tej tajemnicy. Zepsułabym Wam zabawę, drodzy czytelnicy. Nie wybaczylibyście mi tej zuchwałości.

Dlatego gorąco zachęcam do jej przeczytania. Polecam ją wszystkim tym, którzy uwielbiają przenosić się do świata pełnego magii, szybkich zwrotów akcji i zakończenia, którego nikt się nie spodziewa.

 


Irena Gadachik

St. Petersburg, 11 grudnia 1876 r.

 

Droga Mamo!

 

         Najdroższa Rodzicielko, na początku mego listu serdecznie Cię pozdrawiam i nie mogę się doczekać, kiedy ujrzę Cię znowu po powrocie ze Stanów Zjednoczonych. Wiesz jak bardzo cenię sobie nasze rozmowy
o literaturze. Trochę za nimi tęsknię. Dlatego napiszę Ci o pewnym fascynującym zdarzeniu.

Pewnego dnia, kiedy szłam sobie niespiesznie ulicą, napotkałam kogoś, kto miał dziwnie znajomą twarz. Wyglądał na mądrą i zamyśloną osobę. Przypomniało mi się, że jest to Mark Twain – nasz ulubiony pisarz!!! Zaczepiłam go i poprosiłam o autograf. Zarumienił się, ale z chęcią opowiedział mi trochę o sobie i o swojej najnowszej książce – “Przygodach Tomka Sawyera”.

Książka ta była wyśmienita – pamiętasz, kiedy czytałaś mi ją na głos? Bałam się, że Tomek i Becky nie wyjdą już z jaskini, ale Ty mnie uspokajałaś i mówiłaś: Wszystko dobrze się skończy. I tak było naprawdę…

Mark Twain powiedział też, że Tomek (a raczej Tomasz) jest już dorosły i poślubił Becky. Zasłużył na miłość - był bardzo roztrzepany, ale miał dobre serce. Potrafił się nawet cieszyć się z małej skórki pomarańczy.

         Dowiedziałam się też w sekrecie (i mam nadzieję, że Ty też nikomu nie powiesz), że autor sam chciałby mieć takie przygody jak bohater swojej własnej książki.

         Szkoda, że nie byłaś ze mna podczas tego spotkania. Powiedziałam Panu Twainowi, że z tą książką nie można się nudzić i obie uznałyśmy ją  za lekturę pełną uczuć przygód, marzeń i fantazji.

         Ściskam gorąco i do zobaczenia niebawem w naszej domowej bibliotece.

        

Twoja kochająca córka,

Irena Gadachik


Aleksandra Janiuk

O książce pełnej wzruszeń… Recenzja

 

Gdy miałam siedem lat, mama kupiła mi książkę pt. „Wróć, Alfiku”. Pamiętam, że bardzo się cieszyłam, ponieważ bohaterem tej książki był mały biały piesek, a ja kocham zwierzęta. Kiedy ją dostałam, od razu ją przeczytałam. Ostatnio napotkałam ją w mojej biblioteczce, dlatego postanowiłam, że przeczytam ją po raz drugi. Książka spodobała mi się, bo bardzo dała mi do myślenia.                                                                                            

Książka opowiada o dziewczynce - Ewci, która zawsze marzyła o piesku, dlatego rodzice w końcu zdecydowali się spełnić marzenie córki. Chcieli żeby dziewczynka miała swojego przyjaciela, ponieważ Ewci niedługo miał się urodzić malutki braciszek, dlatego rodzice spodziewali się, że na początku będzie trudno i nie będą mieli za dużo czasu dla córki.                                                                                                                                 
Kiedy Ewcia i mama wybrały się do sklepu, Ewcia zobaczyła na tablicy ogłoszenie o szczeniakach, dlatego bardzo się ucieszyła i pokazała jego treść mamie. 
Po powrocie do domu, cała rodzina ostatecznie zdecydowała, że przygarną pieska. Dziewczynka już następnego dostała w swoje rączki Alfika, czyli naszego bohatera tej książki. Dziewczynka bardzo odpowiedzialnie zajmowała się pieskiem.                                                                                                      

Nagle nadszedł ten dzień, czyli narodziny dziecka.Kiedy mama po kilku dniach wróciła z braciszkiem do domu, Ewcia od razu przyzwyczaiła się do braciszka. Najbardziej poruszyło mnie to, że wszyscy od razu zapomnieli o istnieniu Alfika. Nawet Ewcia już nie zwracała uwagi na pieska i się nim nie zajmowała. Było to dla mnie bardzo smutne, ponieważ zastanawiałam się, co może przeżywać Alfik. Pomyślałam sobie, że przecież to tylko biedne małe stworzenie, które potrzebuje miłości. Zwierzęta potrzebują spacerów i zabawy, nie mogą pod żadnym pozorem siedzieć w domu.                                                                                                                 

Alfik czasami psocił, ale tylko dlatego, że mu się nudziło. Po pewnym czasie, rodzina bardzo długo zaczęła się zastanawiać nad jedną sprawą bardzo przykrą i smutną dla samego Alfika. Rodzice zdecydowali, że oddadzą go do schroniska.                                                                                   

Kiedy rodzice powiedzieli to Ewci, była bardzo  smutna, ale rozumiała, że niestety tak musi się stać.

Następnego dnia tata z Ewcią zabrali Alfika i pojechali  do schroniska. Gdy już tam dotarli, podeszli do pani z recepcji i powiedzieli jej, że to naprawdę delikatny i czuły piesek, i żeby dobrze się nim zaopiekować. Potem odeszli. Alfik był przestraszony i miał nadzieję, że i tak po niego wrócą, ale z każdym dniem tracił coraz bardziej nadzieję.                                                                    

Było dużo chętnych ludzi, którzy chcieli przygarnąć Alfika, ale ten nie chciał, dlatego leżał w jednym miejscu przez cały czas i dalej czekał z nadzieją.                                               
Pewnego razu Ewcia z rodzinką postanowiła wybrać się do babci.   Babcia się dziwiła, dlaczego przyszli w odwiedziny bez pieska, ponieważ jej psy bardzo lubiły się z nim bawić. Wtedy tata oznajmił babci, że musieli go oddać do schroniska, ponieważ nie dawali sobie z nim rady. Ale babcia powiedziała, że było to niepotrzebne, ponieważ z chęcią zajęłaby się nim.

Gdy babcia to rzekła. Ewcia posmutniała, więc tata postanowił pojechać z córką do schroniska. Wszyscy mieli nadzieję, że jeszcze  nikt go nie przygarnął. Gdy dotarli na miejsce  okazało się, że Alfika niestety już nie ma. Ewcia  była bardzo nieszczęśliwa, wróciła z tatą do babci i razem przekazali wszystkim tę smutną wiadomość.

Po chwili Ewcia nagle wstała od stołu i powiedziała, że wydaje jej się, że słyszy szczekanie. Wybiegła przed dom i nagle ujrzała Alfika. Była bardzo szczęśliwa, więc zaczęła go tak przytulać jak nigdy. Alfik też bardzo się cieszył z tego miłego spotkania. Więc piesek znów wrócił do domu na stałe. 

Polecam tę książkę wszystkim lubiącym czytać maluchom, a szczególnie tym, którzy są wrażliwi na losy zwierząt. Na pewno będzie to dla nich lektura pełna wzruszeń i emocji.



Aleksandra Chrobok

Wywiad z Andrzejem Maleszką

 

    Pewnego dnia, kiedy wychodziłam z redakcji, spotkałam kogoś, kto bardzo przypominał mi znanego pisarza - Andrzeja Maleszkę. Podeszłam do niego
i powiedziałam niepewnie: Dzień dobry. Pan mi grzecznie odpowiedział, ale wiedziałam już, że to nie on. Po paru godzinach spacerowania po smutnych ulicach Warszawy, zobaczyłam znów kogoś bardzo podobnego do Pana Maleszki. Miałam dzisiaj dobry dzień. Okazało się, że tym razem trafiłam. To nienaturalne mieć takie szczęście! Poprosiłam go o krótki wywiad. Na szczęście się zgodził i usiedliśmy
przy herbatce w najbliższej kawiarence.

 

Z Andrzejem Maleszką rozmawia Aleksandra Chrobok, dziennikarka czasopisma „Pisarze’’.

 

Pisarze: Dzień dobry.

Andrzej Maleszka: Dzień dobry.

Pisarze: Która część Magicznego drzewa podoba panu się najbardziej?

AM: Najbardziej mi się podoba Czerwone krzesło.

Pisarze: Dlaczego to Pana ulubiony tom?

AM: To właśnie tę książką bardzo szybko się czyta i bardzo szybko się ją pisało.

Pisarze: Czy mógłby Pan pokrótce streścić jej zawartość?

AM: Książka opowiada o trojgu rodzeństwa, które znalazło magiczne czerwone krzesło, spełniające życzenia. Dzieje się tak, gdy się na nim usiądzie i wypowie swoje  życzenie. Czerwone krzesło było bardzo przywiązane do swojego właściciela -  Kukiego.

Pisarze: Dlaczego właśnie do niego?

AM: Kuki wykorzystywał czerwone krzesło dosyć często - czasem do niesłusznych rzeczy, lecz zawsze w dobrej intencji. Wielu ludzi chciało mu je ukraść i wykorzystać do złych zamiarów.

Pisarze: Skąd wzięła się moc w tym czerwonym kawałku drewna?

AM: Podczas burzy pewne tajemnicze drzewo zostało przewrócone przez pioruny i to właśnie z tego drzewa zostały zrobione różne mniejsze i większe przedmioty
o różnych mocach. W tym i nasze krzesło…

Pisarze: Czy chciałby Pan przekazać naszym czytelnikom kilka słów od siebie w nawiązaniu do tej lektury?

AM: Oczywiście! Jeśli ktoś jeszcze nie sięgnął po serię związaną z magicznym drzewem – gorąco polecam i zachęcam. Zapewniam, że nie będzie to czas stracony. Pisarze: Ja to potwierdzam. Do zobaczenia.

 


 


Ul. Cecylii 30, 47-400 Racibórz